sobota, 29 marca 2014

Ciągle się uczymy :)

Witam Was
Nie prawdą jest, że człowiek rodzi się mądry potem idzie do szkoły i głupieje. Chociaż ja znam taki przypadek. Mój brat. Był bardzo mądrym dzieckiem, jest młodszy o cztery lata. Ale pomagał mi w matematyce, kiedy ja byłam w pierwszej klasie podstawówki, a kiedy on tam trafił. To nie wiem, może zgłupiał, może rozleniwił się, a może nie takich sobie dobrał kolegów. Ale nie o tym ma być post. Mówiłam ostatnio, że na spotkaniu Marańciaków uczyłam się czegoś nowego. Pierwszą rzeczą to frywolitka :P. Świetne to jest. Umiem na razie łańcuszek, ale czekam na więcej, i pochłania mnie to. Nie wiem jak Wam, ale dla mnie frywolitka jest łatwiejsza i przyjemniejsza niż szydełko. Oto efekty mojej nauki.




Żeby nie zapomnieć co to szydełko xD zrobiłam sobie takiego dziwnego kwiatka.
Oraz poznałam nareszcie tajniki jajek karczochowych. I oto przez ostatnie dni same jaja powstawały. :)





UWAGA CANDY :0)

Proszę tylko by osoby, które biorą w nim udział NIE WYGOOGLOWAŁY  tej wskazówki.


Dziś nie wierszyk i nie praca, ale wskazówka.
W mitologii greckiej, ten ptaszek jest ukaraną księżniczką grecką Alkione, która wraz z mężem chwaliła się za bardzo ich miłością. Najpierw bogowe odebrali jej męża. A gdy ta chciała popełnić samobójstwo,  rzucając się do morza. Bogowie zamienili ją w ptaka. Ptak ten w greckiej mitologii był symbolem ochraniającym żeglarzy przed uderzeniem pioruna.

Powodzenia ;)


Odpowiedzi na Wasze komentarze:
Dziękuje wszystkim za miłe słowa
Aniu i Kasiu, Agnieszko dziękuje za pomocne rady, dzisiaj spróbuję je wykorzystać :)i rezultaty pokażę w kolejnym poście
Luna malutka, trzymam się coraz lepiej, już nie płaczę na każde wspomnienie o Odynie, czasem oczywiście się zdarza. Maluszka mamy odebrać 4 kwietnia :) czyli już niedługo.



wtorek, 25 marca 2014

Salowy spóźniony lutowy kotek, i dalej ...

Witam,
Dziękuje Wam za miłe słowa. Od przyszłego postu wprowadzam zmiany odpowiadaniu na komentarze. Zauważyłam (niestety), że nie wszystkie z Was je czyta. Dlatego od przyszłego postu odpowiedzi do Waszych komentarzy będę umieszczać w kolejnych postach na samym dole. Jeśli któraś z Was nie chce być widoczna w postach, proszę mi to napisać.
Dziś o pewnym spóźnionym kocie lutowym. Oto on wyprany, wyprasowany i oprawiony. Powędruje jutro do pewnych dwóch małych dziewczynek, które męczą mnie o wyszycie kota dobre 2 miesiące. W końcu się doczekały :3.


A teraz właśnie skończyłam drugą moją kartkę wielkanocną, jeszcze napis i będzie cacy. Jak Wam się podoba? Bo mnie bardzo.

Wzór wzięty stąd :P
zmieniłam oczywiście numery xD, oprócz standardowej białej i czarnej, w ruch poszły DMC 726, 3841, Ariadna 1785, 1554, 1684, oraz 4 niewiadomego pochodzenia :).
A teraz pewien problem, doszłam do patrzałek od Gejszy, i mam z nimi problem, wyglądają przerażającą, jak je zrobić by były mniej straszne, macie pomysł?
A chciałam się Wam jeszcze pochwalić, czego nauczyłam się na ostatnim spotkaniu Marańciaków :P ale to innym razem bo nie mam jeszcze zdjęć.

CANDY ZGADULOWE :p
Żadna z Was nie zgadła, więc candy nadal trwa :P za tydzień dam Wam  kolejną wskazówkę :P.


sobota, 22 marca 2014

Ruszamy dalej

Witam wszystkich
Czas płynie dalej, to minął tydzień jak Odynka już nie ma. Ale nie o tym ma być post. Już i tak za długo Was męczyłam. Dzisiaj mamy sobotę, nowy dzień, nowe możliwości i ruszamy dalej, żyjemy dalej. Oto co zrobiłam w tym tygodniu. Mało tego, ale pokaże Wam to co mam.
Na pierwszy strzał idzie gejsza. :) jestem zadowolona z tego co wychodzi, bo 5 próbach nareszcie coś fajnego wychodzi.

Na kartki wielkanocne też coś tam się haftuje.

Kotkowi Lutowemu brakuje jeszcze kontur i ramki, ale tak się prezentuje.

I podusia :)

I Candy, bąbelki moje. Właśnie nikt nie zgadł ostatnio :) Teraz macie kolejną szansę  :)



wtorek, 18 marca 2014

Historia pewnej miłości

 Opowiem Wam pewną historię, i to będzie ostatnia taka notka, już więcej nie będę do tego wracać, ale chcę byście wiedziały.

Odyn nie był moją pierwszą świnką morską. Pierwsza była Dejzi, peruwianka. Pamiętam jak dziś dostałam od matki chrzestnej 20 zł. Trzymałam je cały tydzień, bo czułam, że wykorzystam je muszę lepiej niż na słodycze i chipsy. Miałam wtedy 7 lat. To pomyślcie jakie to dla dziecka było trudne! Moja kumpelka z innej klasy, chwaliła się zdjęciami jej nowo narodzonych świnek morskich. Powiedziała wtedy, że chce sprzedać. Zgłosiłam się na chętną. Pamiętam rozmowę z moją mamą, która się na nią nie zgadzała, bo świnki morskie są brzydkie (przed oczami miała skinny). Za nic nie dało jej się wytłumaczyć, że ta ma włosy i to piękne włosy, długie. W końcu się zgodziła. Powiedziałam Agacie, że weźmiemy świnkę. Mama od Agaty powiedziała że mamy zapłacić za nią 20 zł. Tyle miałam, uśmiechnięta poszłam wybrać jedno z 3 maleństw. Mama kupiła klatkę, miseczkę, poidełko. Ja wybierałam świnkę. Wybrałam najmniejszą o barwach takich jak piesek york. Kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że mama Agaty nie mówiła 20 a 200 zł! Rozpłakałam się, powiedziałam, że będę jej oddawać wszystkie oszczędności, ale żeby dała świnkę. Chyba serce jej zmiękło bo dała mi ją za 20 zł. I tak pojawiła się u mnie Dejzi. Dejzi była cudowną świnką. Kiedy włosy jej urosły, wyglądała jak piesek, wszyscy myśleli że mamy na rękach psa! Była tak duża, że sama wchodziła po schodach do domu. Puszczałam ją na parterze, a ona bez błędnie trafiała do naszych drzwi. Otwartą miała klatkę cały dzień, nigdy nie mieliśmy pogryzionych kabli, ani kup ani sików. Zawsze swoje potrzeby załatwiała w klatce. Ostrzegała nas zawsze przed ojcem. Mój ojciec jest alkoholikiem, nieraz po imprezach wracał do domu i zasypiał, ale częściej nas bił i znęcał się. Dejzi bezbłędnie ostrzegała nas przed takimi ciężkimi dniami. Zdążyłam wtedy spakować młodsze rodzeństwo i przenieść je do sąsiadki. Sama zostawałam w domu, z Dejzi. Kiedy umarła miała 6 lat. Pamiętam. Wróciłam ze szkoły i była cisza w domu, widziałam ojca leżącego na łóżku, smród i śmiech. Zastanawiałam się czemu. Potem dowiedziałam się, wparowałam do pokoju i widzę ją. Leżała ciężko oddychała, wzięłam ją na ręce, położyłam na łóżku, wiedziałam że umiera, patrzyła na mnie ja ją głaskałam i prosiłam by nie odchodziła. Przyszło moje rodzeństwo, odgoniłam ich od niej, próbowałam dać jej zmielone jedzenie, picie, nic. Umierała 6 godzin. A ja parzyłam na to i z łzami błagałam by mnie nie zostawiała. Po 6 godzinach podniosła łepek zaczęła mnie lizać po palcach. Powiedziałam jej wtedy do ucha: idź. Umarła o 19.40, 09.09.1999 roku. Moja mama sprzątała klatę, dopiero po 10 latach mi powiedziała, że znalazła tam rozdrobioną trutkę na szczury. Otruł ją! Jakim trzeba być złym człowiekiem by truć zwierzątko! Długo zwlekaliśmy z kupnem świnki morskiej, aż 5 lat. Kuba,  świnka krótkowłosa trzy kolorowa. Kupiła go moja mama. Wzięłam go na ręce i powiedziałam mu na ucho, że kiedy będzie odchodził, to tak bym nie widziała. Kuba był tchórzem, bał się wszystkiego! xD. Zmarł mając 7 lat, kiedy byłam na tygodniowej wycieczce z klasą. Odyn był 3 świnką. Wspaniałą, był złośliwy, i zazdrosny o mojego faceta. Kochał ciepłą kołdrę i drapanie za uchem. Cieszył się ze wszystkiego, ze spadającego kubka, kluczy. Rafał mówił, że jak wracałam z pracy, to wyczuwał mnie 10 min wcześniej. Śmiał się z moich kawałów, czy śmiesznych sytuacji z dnia. Ostatnimi dniami często tulił się do Menueta. Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale zabiegana byłam ;/. Takie nasze życie, ciągle gdzieś latamy. Tego dnia w piątek, zapomniałam rano się z nim przywitać, a zawsze rano się z nimi witam, życząc wspaniałego dnia, a wieczorem tulę i mówię im dobranoc. W piątek zapomniałam się przywitać. Rafał mówi, że się udusił. Musiał znowu dostać ten atak duszności i nie wytrzymało serduszko. Miał 3 lata i 6 miesięcy. Rafał mówił, że Menuet cały czas się do niego tulił i lizał. A gdy próbował wsiąść ciało to go gryzł. Żal straszny, że odszedł. Byłam zła na siebie, że wtedy Kubę prosiłam o to by odszedł jak nie będę widzieć. Zaczęłam się zastanawiać, czy teraz wszystkie zwierzaki będą odchodzić jak ja nie patrzę . Dopiero dziś rano wstałam, dałam buziaka Rafałowi i powiedziałam dziękuje że nie pozwoliłeś mi zajrzeć do pudełka. I dziękuje Odynowi, nie umierał sam, był z nim Menuet, ale umarł w spokoju, bo moja kochana świnka wiedziała, że nie mógłby odjeść gdybym płakała. Powiem, wam jeszcze o sobocie. Sprzątałam cały dzień, jak w każdą sobotę. Powiedziałam wam, że to było by nie myśleć, taaa jasne, kogo ja oszukuję. Szukałam jego włosów, zawsze wszędzie ich zostawało, na kanapie, na dywanie, na kocyku w którym zabraliśmy go do weterynarza w środę. Rafał mówił, że nie sprzątał w ogóle. Nie znalazłam nic. Jakby świnki nie było! Jakby odchodząc wysprzątał cały dom. Zaczęłam trzepać ten kocyk, przecież wiem, że było tam wiele kupek. Nic nie znalazłam, zapytałam się tedy z toalety. Rafał sprzątałeś kocyk? Słyszę odpowiedz:nie! Zamknęłam się w łazience, puściłam wodę by nie słyszał. I zaczęłam płakać. i przez łzy, głupiutki prosiaczku, czy ty myślisz, że w ten sposób będzie mniej bolało. Jeden mały kosmyk, bo nie pamiętam jaki byłeś rudy. Rafał się spytał czy wszystko ok. że mam nie płakać, wrzuciłam kocyk do prania, zamknęłam pralkę i obracam się, myje buzię, spoglądam na pralkę a tam potężny kosmyk jego włosów.  Powiedziałam dziękuje.  I może to zabrzmi głupio. Mam ten kosmyk w małym pudełeczku, on pomaga mi się pozbierać. Gdy chce mi się płakać, patrzę na niego i wiem, że jemu jest dobrze, że się uśmiecha.
Menuetowi też jest ciężko. Przestał się odzywać, nie reaguje piskiem ani na lodówkę, ani na reklamówkę. Gdyby nie on, wstrzymałabym się z kupnem zwierzaka. Ale oto jest zarezerwowany mały bąbel. Gwidon
Ma na razie tydzień, odbierzemy go na początku kwietnia. Już go kochamy, lecz o wcześniejszych zwierzakach nigdy nie zapomnimy.

niedziela, 16 marca 2014

Ból i pustka

Wiem, że to kolejny smutny post. Ale nie umiem sobie z tym poradzić. Myślałam, że się trzymam dzielnie, ale łzy zamiast zasychać na policzkach nie przestają płynąć. Wczoraj jak co sobotę sprzątałam, a nawet sprzątałam z 100 % siłą by nie myśleć, i wszystko było dobrze wytrzymałam tak cały dzień, do momentu nie znalezienia pukli włosów Odyna. Podniosłam je i zaczęłam płakać i je głaskach jak Golum swój jedyny pierścień. A dziś też trzymałam się dzielnie, do momentu w którym nie strąciłam sznurkiem kubka plastikowego, który z hałasem upadł na ziemię. Zaczęłam ryczeć. Bo przecież w takich momentach Odyn tak się klatce rechotał, a teraz cisza w domu ...........................

piątek, 14 marca 2014

Na zawsze w naszych sercach

Dziś odszedł od nas Odyn, zacna ruda świnka, o wielkim sercu. Na zawsze w moim sercu i pamięci. Kocham Cię mocno, gdziekolwiek jesteś.
Odyn 25.08.2010-14.03.2014

czwartek, 13 marca 2014

Śnieżynka i moje candy

Witam,
Na początek zacznę od złej wiadomości, i prośbie, abyście trzymały kciuki za mojego prosiaczka Odyna. Ostatnio bardzo zmarniał, schudł strasznie w ciągu tygodnia aż 200 gram! Zapraliśmy go do weterynarza wczoraj. Okazało się, że prosiaczkowi wysiadają płuca i wątroba :( z płucami nic nie zrobimy, możemy tylko przedłużyć życie wątrobie, dostałaś jakąś tabletkę, przez tydzień ma je brać, i po tyg zobaczymy czy zadziałały, czy prosiaczek nie dożyje do lata :(








Trzymajcie proszę kciuki za niego!
Teraz weselsze rzeczy. Po pierwsze ukończyłam moją serwetkę maleńką. Po wyhaftowaniu, wypraniu i wyprasowaniu, stwierdziłam, że jest niesamowicie podobna do płatka śniegu. Więc nazwałam tą serwetkę Śnieżynką. Haftowałam ją w sumie 2 tyg, wyhaftowana 3 nićmi DMC o numerze 4220 oraz 3 różnymi stylami: haftem richelieu, płaski oraz łańcuszkowym. Serwetka ma wymiary 22 cm na 22 cm. I będzie dodatkowym bonusem do mojego Candy :)
Na tamborku od razu wskoczyła podusia. Możecie się śmiać. Ale mam ostatnio fioła na punkcie dzieci, tak mi się chce własnego dziecka xD, że zaczęłam szyć podusię do wózka, łóżeczka. Różową xD bo fajnie by było, gdyby na pierwszy rzut poszła najpierw córa, a jak nie to będzie moja podusia xD. Tak się zapowiada.






A teraz dalsza część wierszyka o tajemniczym zwierzaku z mojego CANDY :) Życzę powodzenia w dalszych strzałach :)


JESTEM MĘŻCZYZNĄ, CHODŹ NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM,
POSIADAM DWIE NOGI I KOLORÓW NABIERAM WRAZ Z WIEKIEM
JESTEM PTASZKIEM NIE WIĘKSZYM OD WRÓBELKA
ALE INACZEJ OD NIEGO ĆWIERKAM

sobota, 8 marca 2014

karteczki koteczki :)

Witam,
Dziękuje wszystkim za cudne słowa pod ostatnim postem. Zastanawiam się nad nowym rozwiązaniem na blogu. Powiedzcie mi czy Wy wracacie, do ostatniego mojego postu i czytacie moje odpowiedzi? Wydaje mi się że pomysł umieszczania odpowiedzi pod nowymi postami jest lepszym rozwiązaniem. Tak jak to robi Katarzyna G z blogu "Życie nitką malowany" http://zapiskitakowe.blogspot.com/
A co Wy o tym sądzicie?

Dziś zacznę od pierwszej kartki wielkanocnej, która prezentuje się tak:
Haft krzyżykowy :P zajął mi jeden dzień, tak wyglądał królik przed włożeniem do jajka.


Haft malutki bo mierzy 6x10 cm. Wyszyty nićmi różnego pochodzenia: różowa, ecri, ciemno niebieska, brązowa jasna i ciemna od tej starszej Pani, jakaś niemiecka mulina, o niewiadomej nazwie i numerze, DMC 341, 726, Ariadna 1551, 1516, 1684, 1686, 1785, biała.
Oto wzór:

Kartka poleci do mojej mamy i przyszywanego taty.
Skoro mowa już o kartkach wielkanocnych, to kolejna jest na kanwie, na razie mało co widać, że są to konwalie, ale to tylko kwestia czasu :)





Powstała też kartka urodzinowa, została ona wysłana do żony mojego kuzyna. Haft krzyżykowy, malutki 10 x 7 cm przedstawiający bratki, dodałam koronkę, i motyle i cudo wyszło.



Wzór jest wyżej w poście, haftowałam bratki też jeden dzień: mulinki, oprócz tych niemieckich, jeszcze Ariadna 1785,  1623, 1684, DMC 726.
Gejsze musiałam zacząć od początku, bo mi nie wychodziła ;/, więc postanowiłam, wzorować się na wzorze jaki mi podaje haftix, a kolory dobierać sama wg. intuicji. Na razie mam niewiele:

Postanowiłam zacząć od samej gejszy a potem dorobię jakoś gałązki, czy wyjdzie? Okaże się w praniu xD. 
Teraz kocur. Mamy już 8 marca. A właśnie WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOBITKI! A ja jeszcze nie skończyłam lutowego kota. Jestem bliżej końca niż początku. Proszę bardzo :P Kocurek dla Was kobitki :) w tym szczególnym dniu 

Miałam dzisiaj pokazać pierwszą odsłonę Candy Zgadulowego, niestety albo poczta nawaliła, albo kobieta z allegro nie wysłała wtedy co trzeba kanwy ;/ dostałam ją wczoraj! A miała być 2 tyg temu! Ale cieszę się, że w ogóle dotarła. Wyhaftowałam mało. Ale próbujcie zgadnąć :P



Nie wiem jak Wy, ale ja strasznie lubię puzzle :3. Pierwszy raz zmierzam się z puzzlami o wielkości 1000 kawałków, zawsze układałam te co mają 300-400 :P teraz czas na większe :)
Miłego weekendu :)