wtorek, 18 marca 2014

Historia pewnej miłości

 Opowiem Wam pewną historię, i to będzie ostatnia taka notka, już więcej nie będę do tego wracać, ale chcę byście wiedziały.

Odyn nie był moją pierwszą świnką morską. Pierwsza była Dejzi, peruwianka. Pamiętam jak dziś dostałam od matki chrzestnej 20 zł. Trzymałam je cały tydzień, bo czułam, że wykorzystam je muszę lepiej niż na słodycze i chipsy. Miałam wtedy 7 lat. To pomyślcie jakie to dla dziecka było trudne! Moja kumpelka z innej klasy, chwaliła się zdjęciami jej nowo narodzonych świnek morskich. Powiedziała wtedy, że chce sprzedać. Zgłosiłam się na chętną. Pamiętam rozmowę z moją mamą, która się na nią nie zgadzała, bo świnki morskie są brzydkie (przed oczami miała skinny). Za nic nie dało jej się wytłumaczyć, że ta ma włosy i to piękne włosy, długie. W końcu się zgodziła. Powiedziałam Agacie, że weźmiemy świnkę. Mama od Agaty powiedziała że mamy zapłacić za nią 20 zł. Tyle miałam, uśmiechnięta poszłam wybrać jedno z 3 maleństw. Mama kupiła klatkę, miseczkę, poidełko. Ja wybierałam świnkę. Wybrałam najmniejszą o barwach takich jak piesek york. Kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że mama Agaty nie mówiła 20 a 200 zł! Rozpłakałam się, powiedziałam, że będę jej oddawać wszystkie oszczędności, ale żeby dała świnkę. Chyba serce jej zmiękło bo dała mi ją za 20 zł. I tak pojawiła się u mnie Dejzi. Dejzi była cudowną świnką. Kiedy włosy jej urosły, wyglądała jak piesek, wszyscy myśleli że mamy na rękach psa! Była tak duża, że sama wchodziła po schodach do domu. Puszczałam ją na parterze, a ona bez błędnie trafiała do naszych drzwi. Otwartą miała klatkę cały dzień, nigdy nie mieliśmy pogryzionych kabli, ani kup ani sików. Zawsze swoje potrzeby załatwiała w klatce. Ostrzegała nas zawsze przed ojcem. Mój ojciec jest alkoholikiem, nieraz po imprezach wracał do domu i zasypiał, ale częściej nas bił i znęcał się. Dejzi bezbłędnie ostrzegała nas przed takimi ciężkimi dniami. Zdążyłam wtedy spakować młodsze rodzeństwo i przenieść je do sąsiadki. Sama zostawałam w domu, z Dejzi. Kiedy umarła miała 6 lat. Pamiętam. Wróciłam ze szkoły i była cisza w domu, widziałam ojca leżącego na łóżku, smród i śmiech. Zastanawiałam się czemu. Potem dowiedziałam się, wparowałam do pokoju i widzę ją. Leżała ciężko oddychała, wzięłam ją na ręce, położyłam na łóżku, wiedziałam że umiera, patrzyła na mnie ja ją głaskałam i prosiłam by nie odchodziła. Przyszło moje rodzeństwo, odgoniłam ich od niej, próbowałam dać jej zmielone jedzenie, picie, nic. Umierała 6 godzin. A ja parzyłam na to i z łzami błagałam by mnie nie zostawiała. Po 6 godzinach podniosła łepek zaczęła mnie lizać po palcach. Powiedziałam jej wtedy do ucha: idź. Umarła o 19.40, 09.09.1999 roku. Moja mama sprzątała klatę, dopiero po 10 latach mi powiedziała, że znalazła tam rozdrobioną trutkę na szczury. Otruł ją! Jakim trzeba być złym człowiekiem by truć zwierzątko! Długo zwlekaliśmy z kupnem świnki morskiej, aż 5 lat. Kuba,  świnka krótkowłosa trzy kolorowa. Kupiła go moja mama. Wzięłam go na ręce i powiedziałam mu na ucho, że kiedy będzie odchodził, to tak bym nie widziała. Kuba był tchórzem, bał się wszystkiego! xD. Zmarł mając 7 lat, kiedy byłam na tygodniowej wycieczce z klasą. Odyn był 3 świnką. Wspaniałą, był złośliwy, i zazdrosny o mojego faceta. Kochał ciepłą kołdrę i drapanie za uchem. Cieszył się ze wszystkiego, ze spadającego kubka, kluczy. Rafał mówił, że jak wracałam z pracy, to wyczuwał mnie 10 min wcześniej. Śmiał się z moich kawałów, czy śmiesznych sytuacji z dnia. Ostatnimi dniami często tulił się do Menueta. Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale zabiegana byłam ;/. Takie nasze życie, ciągle gdzieś latamy. Tego dnia w piątek, zapomniałam rano się z nim przywitać, a zawsze rano się z nimi witam, życząc wspaniałego dnia, a wieczorem tulę i mówię im dobranoc. W piątek zapomniałam się przywitać. Rafał mówi, że się udusił. Musiał znowu dostać ten atak duszności i nie wytrzymało serduszko. Miał 3 lata i 6 miesięcy. Rafał mówił, że Menuet cały czas się do niego tulił i lizał. A gdy próbował wsiąść ciało to go gryzł. Żal straszny, że odszedł. Byłam zła na siebie, że wtedy Kubę prosiłam o to by odszedł jak nie będę widzieć. Zaczęłam się zastanawiać, czy teraz wszystkie zwierzaki będą odchodzić jak ja nie patrzę . Dopiero dziś rano wstałam, dałam buziaka Rafałowi i powiedziałam dziękuje że nie pozwoliłeś mi zajrzeć do pudełka. I dziękuje Odynowi, nie umierał sam, był z nim Menuet, ale umarł w spokoju, bo moja kochana świnka wiedziała, że nie mógłby odjeść gdybym płakała. Powiem, wam jeszcze o sobocie. Sprzątałam cały dzień, jak w każdą sobotę. Powiedziałam wam, że to było by nie myśleć, taaa jasne, kogo ja oszukuję. Szukałam jego włosów, zawsze wszędzie ich zostawało, na kanapie, na dywanie, na kocyku w którym zabraliśmy go do weterynarza w środę. Rafał mówił, że nie sprzątał w ogóle. Nie znalazłam nic. Jakby świnki nie było! Jakby odchodząc wysprzątał cały dom. Zaczęłam trzepać ten kocyk, przecież wiem, że było tam wiele kupek. Nic nie znalazłam, zapytałam się tedy z toalety. Rafał sprzątałeś kocyk? Słyszę odpowiedz:nie! Zamknęłam się w łazience, puściłam wodę by nie słyszał. I zaczęłam płakać. i przez łzy, głupiutki prosiaczku, czy ty myślisz, że w ten sposób będzie mniej bolało. Jeden mały kosmyk, bo nie pamiętam jaki byłeś rudy. Rafał się spytał czy wszystko ok. że mam nie płakać, wrzuciłam kocyk do prania, zamknęłam pralkę i obracam się, myje buzię, spoglądam na pralkę a tam potężny kosmyk jego włosów.  Powiedziałam dziękuje.  I może to zabrzmi głupio. Mam ten kosmyk w małym pudełeczku, on pomaga mi się pozbierać. Gdy chce mi się płakać, patrzę na niego i wiem, że jemu jest dobrze, że się uśmiecha.
Menuetowi też jest ciężko. Przestał się odzywać, nie reaguje piskiem ani na lodówkę, ani na reklamówkę. Gdyby nie on, wstrzymałabym się z kupnem zwierzaka. Ale oto jest zarezerwowany mały bąbel. Gwidon
Ma na razie tydzień, odbierzemy go na początku kwietnia. Już go kochamy, lecz o wcześniejszych zwierzakach nigdy nie zapomnimy.

7 komentarzy:

  1. No i się spłakałam przy śniadaniu...

    OdpowiedzUsuń
  2. No i na dzień dobry popłakałam się do herbaty. Nie miałaś łatwego życia... Ja też zbieram zgubione wąsy Ciapka, bo po Lunie mam raptem kilka, ale mam i z tego się cieszę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, musiałam o tym opowiedz, musiałam o powiedzieć o tym że miałam to szczęście doznać miłości i przyjaźni moich zwierzaków i mam nadzieje ze na nich się nie skończy.

      Usuń
  3. Smutne są Twoje wspomnienia z dzieciństwa :( Popłakałam się też czytając dalej...
    Menuet będzie się cieszył, że nie jest sam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poryczałam się... Ciężkie miałaś dzieciństwo. Cudowna była Twoja przyjaźń z malutkim zwierzątkiem. A Twój ojciec? Jakim potworem trzeba być, żeby zrobić taką krzywdę zwierzątku i własnemu dziecku? Jak straszliwie musiała cierpieć ta biedna świnka, tyle godzin konać w potwornych męczarniach :(((((

    OdpowiedzUsuń